Wiatraki, czyli wiatr w oczy inwestorów

Stowarzyszenie spod Brześcia Kujawskiego chce zablokować budowę małego wiatraka. Powołuje się na wydane niedawno stanowisko zarządu województwa, które nie jest jeszcze prawem

Marszałek Piotr Całbecki w maju przedstawił stanowisko zarządu województwa, ograniczające stawianie wiatraków w regionie. Nie powinny znajdować się m.in. w pobliżu rzek (np. 10 km od Wisły) oraz kilometr od domów mieszkalnych. Polskie prawo nie przewiduje tak restrykcyjnych wymogów. Marszałek i dyrektor kujawsko-pomorskiego biura planowania przestrzennego i regionalnego Antoni Pawski wyciągają jednak szereg argumentów przeciw wiatrakom: że szkodzą przyrodzie, zabijają ptaki i płoszą inne zwierzęta, zakłócają krajobraz i nikt nie chce przy nich mieszkać, przez co wartość nieruchomości spada.

Stanowisko nie jest obowiązującym aktem prawnym, ale daje sygnał, jakie zapisy o wiatrakach mogą się znaleźć w planie zagospodarowania przestrzennego województwa. Do tego gminy, które ustalają swoje lokalne plany zagospodarowania, muszą je konsultować z niechętnym wiatrakom marszałkiem. Dlatego lobby wiatrakowe boi się, że straci możliwości inwestowania w regionie.

Dyrektor Pawski podnosi też, że wiatraki budzą opór miejscowych społeczności. Podaje przykład Brześcia Kujawskiego, gdzie nie wszystkim podoba się pomysł ulokowania farmy wiatrowej, zahaczającej o gminy Brześć, Lubanie i Bądkowo. Warszawski inwestor chciał tam postawić 21 wiatraków o mocy 2 MW każdy. – Procedury w tej sprawie zostały zawieszone, a inwestor przestał się z nami kontaktować – mówi burmistrz Brześcia Wojciech Zawidzki.

Jeden wiatrak o mocy 600 kW (relatywnie mały, dziś stawia się częściej takie o mocy 2-2,5 MW) ma za to powstać nieopodal Brześcia, we wsi Brzezie. To nie podoba się lokalnemu Stowarzyszeniu na rzecz Rozwoju Sołectw: Aleksandrowa, Brzezia, Gustorzyna, Witoldowa. Stowarzyszenie napisało do mediów, regionalnego dyrektora ochrony środowiska, sanepidu, starosty, marszałka i… konserwatora zabytków, że elektrownia ma być bliżej niż kilometr od budynków mieszkalnych i zagród. Domaga się, by nie pozwolić na lokalizację w tym miejscu, powołując się przy tym na stanowisko marszałka. Jest jeszcze czas na zmiany, bo dopiero trwa badanie oddziaływania inwestycji na środowisko.

Burmistrz Brześcia nie przesądza, czy wiatrak powstanie. Ale jeśli inwestor przejdzie przez procedury i spełni wszystkie warunki przewidziane w już obowiązujących przepisach, to nie będzie mu robił problemów. – Mnie obowiązuje prawo. Nie jest nim stanowisko organu, który w tej sprawie nie jest stroną [chodzi o marszałka – red.] – mówi Zawidzki.

W gminie Brześć Kujawski jest osiem turbin wiatrowych. Burmistrz przypomina sobie tylko jednego mieszkańca, który przeciw nim protestował. A jemu samemu się podobają?

Zawidzki: – Moje prywatne zdanie to nie jest sprawa publiczna.

Stanowisko marszałka krytykuje Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, skupiające przedsiębiorców zarabiających na turbinach. – Inwestorzy pójdą gdzie indziej, a Kujawsko-Pomorskie straci swoją szansę – mówi prezes PSEW Krzysztof Prasałek.

W ubiegłym tygodniu stowarzyszenie swoje argumenty przedstawiło na plenerowej konferencji, na którą zaprosiło ornitologa (przekonywał, że przed wybudowaniem wiatraku bada się jego wpływ na ptaki), eksperta od hałasu (na miejscu zmierzył, że duży wiatrak pod Chełmżą nie powinien nikomu przeszkadzać) oraz przedstawicieli samorządów, które na wiatrakach zarabiają. Co roku do budżetu gminy, w której stoi wiatrak, trafia podatek równy 2 proc. wartości konstrukcji. Gmina Chełmża ma z trzech wiatraków 360 tys. zł rocznie.

admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *