Przez biopaliwa kierowcy zapłacą za litr benzyny o 20 groszy więcej

Kierowcy słono zapłacą za biopaliwa. Na polskim rynku praktycznie ich nie ma, bo koszty produkcji są wyższe od zysków ze sprzedaży. Większe ilości 100-proc. biodiesla pojawią się dopiero w drugiej połowie roku, gdy zbliży się termin wypełnienia obowiązkowej i obwarowanej wysokimi karami finansowymi normy sprzedaży biokomponentów. Producenci ostrzegają: będą odbijać sobie straty na biopaliwach, podnosząc ceny tradycyjnej benzyny i oleju napędowego o 10 – 20 groszy.

Dlaczego? Bo na każdej tonie czystych estrów metylowych sprzedawanych jako biodiesel B100 tracą – po uwzględnieniu kosztów logistyki – ok. 1000 zł. Estry kosztują bowiem ok. 4 tys. zł (tona oleju napędowego w hurcie to ok. 3,2 tys.), a B100 jest na stacji tańszy od zwykłego diesla o 20 – 25 gr. Tymczasem by wypełnić normy, trzeba do końca roku sprzedać ok. 300 tys. ton tego biopaliwa. Biopaliwa są drogie, bo gwałtownie rośnie koszt oleju rzepakowego, czyli podstawowego surowca, z którego są wytwarzane: w zeszłym roku jego cena wzrosła o połowę. – Przy drogim surowcu zwiększenie produkcji biopaliw oznacza powiększanie strat. W tej sytuacji trzeba będzie rekompensować je zwiększaniem zyskowności na sprzedaży benzyn i zwykłego diesla – twierdzi przedstawiciel jednego z koncernów paliwowych. Jego zdaniem wzrost cen paliw tradycyjnych sięgnie w tym roku 10 proc. Przedstawiciele branży paliwowej oficjalnie wypowiadają się bardziej wstrzemięźliwie. – Byłbym ostrożny w sprawie przewidywania cen na ten rok – zastrzega Jacek Wróblewski, generalny dyrektor Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Ale przyznaje: – Wprowadzenie biopaliw zaburza ustabilizowany do tej pory układ. Możemy się spodziewać wielu niespodzianek.

Taką niespodzianką może być jeszcze wyższy wzrost cen, nawet ponad 20 gr. – Jeśli popyt na biodiesla okaże się za mały, trzeba będzie go stymulować większymi dopłatami – twierdzi osoba dobrze znająca rynek. Producenci nie mają jednak wyjścia, bo rząd postawił ich pod ścianą. Muszą wypełnić 3,45-proc. normę zawartości biokomponentów w rocznej sprzedaży wszystkich paliw. Kto tego nie zrobi, zapłaci ok. 2 tys. euro za każdą tonę brakującą do wypełnienia wskaźnika. A norma przyszłoroczna będzie jeszcze wyższa – 4,6 proc. Na razie dystrybutorów sprzedających biodiesel B100 jest w Polsce niewiele. Na tych stacjach tankują głównie ciężarówki. Właściciele aut osobowych nie kupują biodiesla, gdyż producenci to odradzają.

Branża uważa, że rząd wyszedł przed szereg. Choć normy mają zmierzać do unijnego celu – osiągnięcia 5,75-proc. zawartości biokomponentów w roku 2010 oraz 10-proc. w 2020 – np. Niemcy i Czesi będą dochodzić do niego wolniej. Z kolei Szwecja, która wprowadza biopaliwa już od 17 lat, w tym roku chce ich sprzedać dopiero 3 proc. Tymczasem w Polsce ma się dokonać gigantyczny skok: w ubiegłym roku ilość sprzedanych biopaliw była znikoma – poniżej 1 proc.

admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *