Bełchatów stolicą energetyki

To już jest pewne. Za dwa miesiące Bełchatów stanie się stolicą polskiej energetyki.

Wtedy zacznie funkcjonować w naszym mieście siedziba koncernu o roboczej nazwie „Energetyka konwencjonalna”. Połączy w sumie czternaście elektrowni, kopalń i elektrociepłowni z terenu całego kraju. Władze elektrowni, na bazie której koncern jest budowany, już teraz przekonują, że dla miasta to olbrzymi sukces i prestiż.

Tymczasem odliczanie do zakończenia procesu konsolidacji w Polskiej Grupie Energetycznej rozpoczęło się już na dobre. Dni, które dzielą ich od historycznych przemian, odliczają też pracownicy bełchatowskiej kopalni i elektrowni. Znaki zapytania, których jeszcze do niedawna było tak wiele, dziś znalazły swoje odpowiedzi. Jednak nie jest do końca tak różowo, bo wszystkie decyzje, które podejmuje „góra”, pracownicy akceptują.

W ostatnich dniach Jacek Kaczorowski, prezes PGE Elektrowni Bełchatów, na specjalnie zwołanej konferencji oficjalnie potwierdził, że w naszym mieście stanie siedziba koncernu. Okazały budynek stanie na jednym z najmłodszych osiedli – Binkowie. Wybudowany zostanie na działce należącej do kopalni, a zlokalizowany będzie pomiędzy hipermarketem Kaufland a blokami osiedlowymi. Wiadomo już, że budowa siedziby ma ruszyć w ciągu 6-9 miesięcy. Kilkupiętrowy betonowo-szklany budynek na osiedlu Binków ma stanąć w ciągu maksymalnie dwóch lat. Jak się dowiedzieliśmy, do czasu powstania biurowca siedziba koncernu będzie się mieścić w Sport Hotelu. Później już w nowym budynku pracować ma nawet do 250 specjalistów z całego kraju, w tym ze spółek, które zostaną skonsolidowane.

– Tereny na których wybudowana zostanie siedziba są doskonałe jeśli chodzi o lokalizację. Budynek na pewno nie będzie szpecił tego miejsca – mówi Jacek Kaczorowski, prezes PGE Elektrowni Bełchatów. – Etap przygotowawczy jest już bardzo zaawansowany. Jesteśmy już po przyjęciu koncepcji architektonicznej i przestrzennej. Wkrótce przygotujemy wniosek na komitet inwestycyjny PGE.

Choć podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej, władze elektrowni, pochwaliły się zakończeniem dotychczasowych sporów zbiorowych ze związkami zawodowymi m.in. dotyczących płac i konsolidacji, to nad elektrownią zawisła groźba kolejnego protestu ze strony energetyków. Sprzeciw wywołał sposób w jaki PGE, czyli Skarb Państwa, podzielił zysk za 2009 r. Podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy zapadła decyzja, że z 1,5 mld zł zysku aż 1,4 mld zł przeznaczone zostanie na wypłatę dywidendy. Problem w tym, że na dzień ustalenia dywidendy wyznaczono 17 sierpnia czyli kilka dni po terminie do którego energetycy swoje akcje mają zamienić na PGE Górnictwo i Energetyka. Krótko mówiąc dywidenda ma być ustalona, kiedy większość pracowników swoje akcje już zamieni w ramach procesu konwersji. Tym samym z wypracowanego zysku swojej firmy za ubiegły rok nie dostaną ani złotówki, a byłoby to całkiem sporo. Według wstępnych wyliczeń na jedną akcję przypadnie ok. 4 zł dywidendy. Średnio, pracownik elektrowni, posiada obecnie ok. 6 tys. akcji. Co daje prosty rachunek – ok. 24 tys. zł brutto. Po zamianie swoich akcji na PGE GiE, każdy z energetyków dostanie po 30 groszy od akcji, co daje średnią ok. 1,7 tys. zł dla przeciętnego posiadacza udziałów.

– Jest to zrobione w białych rękawiczkach, niby zgodnie z prawem, ale wątpliwie moralnie, ponieważ pracownicy akcjonariusze wypracowujący zysk za 2009 rok w elektrowni, w przypadku wymiany akcji zostali pozbawieni możliwości w partycypowaniu zysku elektrowni – mówi Andrzej Nalepa, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego w PGE Elektrowni Bełchatów. – Ten dzień został ustalony celowo, aby większość pracowników nie skorzystała rekordowego zysku.

Większość energetyków, którzy wzięli udział w walnym zgromadzeniu zgłosiło sprzeciw przeciwko podjęciu takiej uchwały.

– Takie stawianie sprawy jest nieuczciwe wobec pracowników, którzy pracowali na ten zysk – mówi jeden z pracowników elektrowni. – Wysokość dywidendy za zamienione akcje jest dużo niższa niż za nasze elektrowniane. Gdzie tu uczciwość i sprawiedliwość? – pyta.

Związki zawodowe w elektrowni rozważają czy nie pójść ze sprawą do sądu. Ich zdaniem, podjęcie takiej uchwały może być uznane jako działanie na szkodę pracowników.

– Sytuacja musi być najpierw zbadana przez naszego prawnika, jeżeli okaże się, że są podstawy prawne to pójdziemy do sądu, z żądaniem unieważnienia uchwały lub odszkodowania dla pracowników. Być może sąd powinien się wypowiedzieć czy mamy rację – mówi Andrzej Nalepa.

– Pracownicy elektrowni i kopalni mają możliwość alternatywnego wyboru. Mogą się zdecydować na pozostawienie akcji, którymi teraz dysponują bez ich konwertowania i pobór dywidendy z kopali i elektrowni, i pozostanie z akcjami, które nie będą akcjami płynnymi (notowanymi na giełdzie – przyp. red.). Mają też drugą ścieżkę: konwertują akcje do 13 sierpnia, pobierają dywidendę z PGE GiE i w przyszłości pobierają dywidendę z PGE. Wybór należy do pracowników – kwituje Jacek Kaczorowski, prezes PGE Elektrowni.

Ewentualnego pozwu sądowego prezes nie chce komentować. – Trudno mi jest się wypowiedzieć w tej kwestii – mówi Kaczorowski.

Nieco spokojniej podział zysku przyjęto w kopalni, ale tylko dlatego, że był ono dużo mniejszy. W 2009 roku PGE KWB wypracowała 84,6 mln zł zysku z czego na dywidendę przeznaczono 77,8 mln zł. Dzień wypłaty ustalona taki sam jak w elektrowni. Z tymże jej suma jest dużo niższa i wynosi 68 groszy. Dlatego już ponad 7 tys. górników nie czekało na dywidendę i zamieniło swoje akcje na PGE GiE. Zaletą takiego rozwiązania z pewnością jest fakt, że po zamianie na akcje PGE S.A. będą one płynne i pracownicy będą mieli możliwość operowania nimi na giełdzie.

– Dlatego wielu z pracowników akcje już zamieniło. Akcjonariusze, którzy nie zrobią tego do 13 sierpnia, zostaną z akcjami kopalni, będą mogli pobierać dywidendę, ale nie będą mogli operować nimi na giełdzie papierów wartościowych – mówi Waldemar Lutkowski, szef Związku Pracowników Ruchu Ciągłego w bełchatowskiej kopalni.

Wraz ze zbliżającą się konsolidacją wiele wyjaśniło się natomiast w negocjacjach ze związkowcami w kopalni i elektrowni m.in. na temat umów gwarancyjnych. Zarówno jedni, jak i drudzy, po długich negocjacjach podpisali umowy.

Górnicy i energetycy zatrzymają wszystkie swoje dotychczasowe przywileje zawarte w umowach społecznych i zakładowych układach zbiorowych. Ponadto pierwsi otrzymali gwarancję pracy do 2017 roku, a drudzy do 2014 r. Jak się okazuje, te zapisy w przypadku braku podpisania gwarancji mogły obowiązywać przez rok czasu i mogły zostać wypowiedziane przez PGE.

admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *